poniedziałek, 22 maja 2017

Konferencja w Poznaniu

W najbliższy piątek, 26 maja, nasze czarnoleskie badaczki: Sara Fruga, Anna Kosmaczewska, Katarzyna Sołtys i Denitsa Zarkova, zaprezentują referat pt. Pamięć o protestantach wśród społeczności lokalnej na przykładzie badań terenowych w Czarnymlesie.

Historia Czarnegolasu, wsi leżącej w południowej Wielkopolsce, nieodłącznie związana jest z przenikaniem się osadnictwa polskiego i niemieckiego, a niejednorodne pochodzenie mieszkańców miało swoje odzwierciedlenie w zróżnicowaniu wyznaniowym. Na historię Czarnegolasu oraz kształtowanie się społeczności lokalnej wywarła wpływ obecność przedstawicieli kilku wyznań: katolików, luteran, kalwinów, mormonów, baptystów, świadków Jehowy oraz Żydów. Współcześnie wielowyznaniowość przejawia się w miejscach pamięci, które zachowane w krajobrazie kulturowym stanowią niewątpliwy wyróżnik na tle okolicznych miejscowości. W naszym referacie pragniemy prześledzić mechanizmy zmian, które na przestrzeni lat po 1945 roku zaszły w kształtowaniu się świadomości mieszkańców o bohaterze zbiorowym, jakim są protestanci oraz ich wkładzie w rozwój kultury lokalnej Czarnegolasu. W oparciu o koncepcję miejsc pamięci (lieux de mémoire) zaprezentujemy czarnoleskie miejsca pamięci związane z protestantami (kościoły i cmentarze), a w oparciu o narracje mieszkańców wsi przedstawimy społeczny kontekst ich funkcjonowania. Podstawą przygotowania referatu są obserwacje i rozmowy prowadzone przez nas w ramach badań terenowych w marcu 2017 roku oraz materiały udostępnione nam przez mieszkańców (kroniki, albumy, pamiętniki).

A wszystko to w ramach ogólnopolskiej konferencji studencko-doktoranckiej „Wielkopolscy ewangelicy na przestrzeni dziejów i materialne ślady ich obecności w przestrzeni publicznej regionu



sobota, 13 maja 2017

Konferencja w Ostrowie


Piękny jest ten moment, kiedy możemy opowiedzieć o naszych badaniach i zaprezentować wstępne wyniki na konferencji. A tym piękniej, kiedy jest to konferencja organizowana tak blisko terenu, który był przedmiotem naszych terenowych działań.

31 maja w Ostrowie Wielkopolskim odbędzie się konferencja organizowana przez Ostrowskie Towarzystwo Naukowe.

My przedstawimy na niej 2 referaty, z abstraktami których można się zapoznać:
Miejsca pamięci i niepamięci w narracjach mieszkańców Czarnegolasu (gm. Przygodzice, pow. Ostrów Wlkp.)
Pamięć zbiorowa mieszkańców Czarnegolasu, a identyfikacje tożsamościowe

A tutaj cały program konferencji pt. Pamięć pogranicza. Krajobraz kulturowy regionu ostrowskiego.


piątek, 31 marca 2017

Ostatni dzień w terenie [Dominika i Alicja]

To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni. Możemy iść!
Tak brzmią słowa piosenki, którą znają wszystkie pokolenia. Tak samo jest z nami. Dziś odbyliśmy ostatnią podróż do Czarnegolasu, aby dokończyć rozmowy z informatorami, a co najważniejsze pożegnać się ze społecznością lokalną, która była dla nas wyjątkowo sympatyczna. Ale czy To faktycznie jest koniec? Czy zdołaliśmy dowiedzieć się wszystkiego o tej miejscowości przez te osiem dni? Oczywiście, że nie! Zgodnie każdy z badaczy stwierdził, że wyjeżdża z lekkim niedosytem - jest jeszcze mnóstwo zagadkowych postaci, rzeczy czy miejsc, których przez te parę dni nie zdążyliśmy odkryć.
Zostaliśmy dziś zaproszeni do biblioteki, w której pracuje Pani Urszula Bartczak, żeby zrobić wspólne pamiątkowe zdjęcie. Po wejściu na teren obiektu bardzo zaskoczeni, ale jednocześnie szczęśliwi zobaczyliśmy przygotowany stół, na którym stało dużo przysmaków, kawa, herbata, napoje oraz miejsca dla każdego z nas. Na spotkanie pożegnalne przybyła również dyrektor szkoły - Pani Urszula Pawłowska oraz Pan Kazimierz Pietralczyk. Po wspólnej pogawędce każdy z nas zabrał się do ostatnich chwil pracy w terenie.
Czym tak naprawdę jest Czarnylas dla mieszkańców tej miejscowości?
Miejscem, które ma bardzo ciekawą i bogata historię oraz z pewnością jest bardzo ważnym punktem na mapie Wielkopolski, do którego warto zajrzeć.
Czym może pochwalić się społeczność tej wsi?
Na pewno jest to szkoła, która od wielu lat funkcjonuje na terenie Czarnegolasu. Dzieci uczące się w tych murach mogą pochwalić się swoimi wynikami oraz osiągnięciami na skalę wojewódzką, a nawet krajową. Duma objawia się również w odremontowanych drogach i chodnikach dzięki, którym każdy może bezpiecznie przemieszczać się po ulicach. Z pewnością istotne są również kościoły, cmentarze oraz obelisk, który mieści się na terenie szkoły. Ważnym elementem jest też biblioteka, kroniki, które systematycznie i skrupulatnie prowadzi Pan Kazimierz, ośrodek opieki zdrowotnej oraz boisko. Duże znaczenie mają wszystkie przedsiębiorstwa, dzięki którym Czarnylas słynie z miejsc pracy, no i przede wszystkim miejsce to może pochwalić się ludźmi, którzy są nieprawdopodobnie ciepli, otwarci jak i również uczciwi. Każda osoba mieszkająca w Czarnymlesie dokłada swoją cegiełkę, budując oraz ulepszając to miejsce dzień po dniu. [Dominika]
 Fot. D. Macioszek

  Fot. D. Macioszek

  Fot. D. Macioszek

  Fot. D. Macioszek

  Fot. D. Macioszek

  Fot. D. Macioszek

Ostatni dzień w Czarnymlesie
Ostatni dzień w Czarnymlesie, już jutro wracamy wszyscy do swoich domów. Na początku naszej przygody każdy myślał o Poznaniu, teraz to się zmieniło. Rozmawiając między sobą coraz częściej pojawiały się stwierdzenia: „będę tęsknić”, „chętnie tu jeszcze zostanę”. Po 7 dniach spędzonych w terenie przeszliśmy wszyscy przez ciężki proces przełamywania własnych barier w kontaktach z ludźmi. Dzięki temu doświadczeniu wiele się nauczyliśmy o sobie. Nasz wyjazd nie był tylko zdobywaniem informacji zapisanych w pamięci ludzi, ale też szukaniem odpowiedzi na nurtujące nas pytania niekoniecznie zadawane wprost. Rozmowy z mieszkańcami Czarnegolasu pozwoliły nam wyobrazić sobie jak żyje się w wiosce, jak można spędzać tam wolny czas i dlaczego tak chętnie ludzie mieszkają w tym miejscu, wyjątkowym miejscu!
To, co było dla mnie najpiękniejsze to szczerość, gościnność i pozytywne nastawienie jakie bije od mieszkańców Czarnegolasu. W dzisiejszym świecie, gdzie ludzie biegną za modą, urodą i pieniędzmi bardzo blisko jest nam do kłamstwa i fałszu, bardzo ciężko jest utrzymać tak cenne wartości. Staraliśmy się ludziom odpłacać tym samym poprzez miłe rozmowy i przyjazne nastawienie. Wszyscy mamy nadzieję, że zostaniemy dobrze zapamiętani przez naszych rozmówców. Rozmowa w naszym przypadku była dla nas kluczowym narzędziem. Dzięki niej nawiązywaliśmy relacje z ludźmi, które są dla nas bardzo ważne. Serdecznie dziękuję wszystkim mieszkańcom Czarnegolasu za każdą chwilę, którą mi poświęcili i chęć stworzenia wspólnej relacji. [Alicja]


„Skansen”


Uwaga groźny kot

Tam, gdzie tętni życie [Karolina, Ela, Denitsa]

Na placu
Przechadzając się główną drogą po Czarnymlesie, można zauważyć przede wszystkim domy, kościoły i kilka okolicznych sklepów. Skręcając w jedną z mniejszych ulic prowadzących do biblioteki napotykamy powstały niedawno plac zabaw. Przed wejściem widnieje chyba wszystkim znana tabliczka „Powstałe z funduszy UE”. Jakie jest pierwsze wrażenie? Na pewno zadbany. Znajdziemy altanę sprzyjającą letnim spotkaniom, kilka ławek dla rodziców pilnujących dzieci, no i oczywiście sprzęt dla dzieci – między innymi piaskownicę i huśtawki. W ramach zadanej mi obserwacji przestrzeni dziecięcych zdecydowałam się właśnie na to miejsce - w tak ładnym i nowym miejscu na pewno będą pojawiały się dzieci, ich rodzice lub dziadkowie. Co więcej dowiedziałam się, że w budowę placu zaangażowani społecznie byli niektórzy z mieszkańców Czarnegolasu. Pomyślałam, że skoro mieszkańcy aż tak się w to włączyli, to z pewnością przestrzeń ta musi być przez nich teraz wykorzystywana. Moje przypuszczenia szybko zostały rozwiane. Spędzając tam czas nie zauważyłam dużego ruchu. Mamy, które spotykałam zgodnie stwierdzały, że to bardziej one nalegają na spędzanie czasu na placu, aniżeli dzieci. Po pierwsze sprzętu jest za mało. Tworzą się kolejki, które prowadzą do kłótni i przepychanek wśród dzieci. Drugim z powodów jest wszechobecne rozpowszechnienie się dostępu do Internetu i telewizji. Mogłabym ten brak zainteresowania tłumaczyć pogodą, jednak pogoda była bardzo sprzyjająca. Jak na ironię, częściej z placu zabaw korzystają mamy z dziećmi, które dojeżdżają z okolicznych wiosek, nieposiadające takich miejsc przeznaczonych na zabawy z dziećmi. Moje pierwsze wrażenie zadbanego placu, po kilku dniach obserwacji zmieniło się na wrażenie placu zadbanego, bo niekoniecznie uczęszczanego. Czarnoleskie dzieci czas na powietrzu nadal spędzają głównie na podwórkach przy swoich domach lub u zaprzyjaźnionych sąsiadów. [Karolina]

 
Odpoczynek badaczki, fot. S. Fruga

Historie mało znane. Kilka refleksji nad ludzką pamięcią
Człowiek – cichy bohater, często pozostaje w pamięci tylko najbliższych mu osób. A może warto, aby większe grono się o nim dowiedziało? Może warto, aby pamiętano o tych, którzy nadal z nami są, a także o tych, których już z nami nie ma, a którzy mogą nas czegoś nauczyć, mogą pomóc nam w odnalezieniu naszych „korzeni”, naszej tożsamości, co do pochodzenia, miejsca i bycia w świecie.
Niektórzy, aby podtrzymać swoją tożsamość tworzą rodzinne drzewa genealogicznych, szukają swoich przodków, mówią o nich kolejnym pokoleniom, pamiętają i utrwalają ich na fotografiach umieszczanych w albumach lub w ramkach powieszonych na ścianie. Drudzy przechowują pamiątki rodzinne, medale i inne odznaczenia w zakurzonych kuferkach. Wszystkie te praktyki służą świadomemu utrwalaniu pamięci o mikroświecie konkretnego człowieka, jego sposobowi na odnajdywanie się w lokalnym miejscu zamieszkania.Jako antropolodzy zajmujemy się człowiekiem, nasze pytania nieraz pobudzają ludzi do refleksji. Wchodzimy w interakcje z konkretnym człowiekiem, staramy się zrozumieć jego wyobrażenia o świecie, o rzeczywistości, w której żyje i której doświadcza. Nierzadko w ten sposób sprawiamy, że ludzie sami zaczynają szukać i zastanawiać się nad swoim mikroświatem, nad otoczeniem, w którym egzystują, nad ludźmi z sąsiedztwa, nad historią miejsca, w którym mieszkają i historią ludzi, którzy to miejsce tworzyli kiedyś i tworzą obecnie.[Ela]


Dawna czarnoleska piekarnia (zdj. z albumu rodzinnego p. Pietrygów), fot. E. Stańczyk


Medale pamiątkowe po p. H. Szkudlarku, które przechowuje w domu jego żona, fot. E. Stańczyk


Rodzinny album p. Pietrygów, fot. E. Stańczyk


Sadzenie drzew przez mieszkańców Czarnegolasu (zdjęcie z albumu p. Pietrygów), fot. E. Stańczyk


Tajemnicze zdjęcie z 1928 roku w domu p. Bieleckich, fot. E. Stańczyk


Wnętrze dawnej piekarni czarnoleskiej (p. T. Pietryga w pracy), fot. E. Stańczyk

Perspektywa kota
Czarnylas przemówił do nas różnymi głosami. Jednakowo interesujące i ważne były wszystkie perspektywy, gdyż każda z nich jest puzzlem w układance, którą codzienne składamy. O integracji wioski chętnie opowiedział mi wyjątkowy rozmówca o czterech łapach – puszysty czarnoleski kot. Jest otwarty na świat i z każdym rozmawia z największą przyjemnością. Sam podchodził do mnie chcąc dodać do naszego badania własną opinię. Widocznie integruje się świetnie. Nie ma nic przeciwko innym wyznaniom, ale jednak jest przywiązany do kościoła katolickiego, gdzie go znalazłam. Mówi, że wieś mu się podoba, ponieważ są trzy sklepy i zawsze można znaleźć coś do jedzenia. Jest nowa droga i ulice są czyste. Według niego dobrze się mieszka w Czarnymlesie i nie ma zamiaru stąd emigrować. Przecież tu się mieści najlepszy Klub Seniora i już nie może doczekać się przejścia na emeryturę.
„Wieś Czarnylas otoczona jest lasami, asfaltowe drogi nowe wiodą tu. Pośród pól i łąk zielonych stoją domy, a w ogródkach pięknie kwiaty, krzewy bzu.” Tą piosenką, napisaną przez przewodniczącą Panią Ewę, powitali mnie w Klubie Seniora. Członkowie mówią, że klub nauczył ich otwartości i że dzięki niemu patrzą inaczej na każdy dzień. Stali się niemalże rodziną i choćby tego mieszkańcy innych miejscowości na pewno mogą pozazdrościć Czarnolesianom. Śpiew, dowcipy, śmiech, gimnastyka, rowery... Nie ma nic lepszego niż poczucie, że żyje się pełnią życia, a w Klubie Seniora życie na pewno tętni.[Denitsa]


W Klubie Seniora, fot. D. Zarkova


Mieszkaniec, fot. D. Zarkova


Aktywny Klub Seniora, fot. D. Zarkova



środa, 29 marca 2017

O życzliwości, czasie wolnym i drodze do lagru [Magda, Kasia, Sara]


Życzliwość
Kiedy przyjechaliśmy do Czarnegolasu czuliśmy się bardzo obco. Zauważaliśmy granicę, która nas rozdziela. Jednak z upływem czasu mieszkańcy robili się coraz bardziej otwarci i mniej podejrzliwi wobec nas. Zaczęliśmy być rozpoznawalni jako „studenci z Poznania”, witani na ulicach oraz goszczeni kawą i ciastkiem w domach.
W moim wyobrażeniu Czarnylas jawi się jako wieś, w której ludzie są bardzo życzliwi wobec siebie. W sklepie sasiędzi spotykają się, zawsze mają coś miłego sobie do powiedzenia. Serdecznie się witają, przekazują informacje i pozdrowienia. Możnaby powiedzieć, że sklepy są swoistymi punktami informacyjnymi we wsi – podobnie jak biblioteka i sala wiejska, które sprzyjają integracji mieszkańców.
Bardzo często moi rozmówcy podkreślają to, że wieś ma to do siebie, że nikt nikogo nie zostawi w potrzebie. Kiedy starsza pani ma umówioną wizytę u lekarza, od razu sąsiad oferuje się, że podwiezie ją autem pod samą przychodnię. Albo w sytuacji gdy jesienią, późnym wieczorem jeden z mieszakńców „zakopał się” niegdyś w błocie autem, to bez żadnych problemów kilku sąsiadów przybyło z pomocą traktorem, mimo niesprzyjającej pogody.
We wsi można dziś spotkać wyznawców trzech religii, ale według mieszkańców dla nikogo nie ma to najmniejszego znaczenia, do którego kościoła ktoś chodzi na mszę lub jakiego jest pochodzenia. Usłyszałam od pewnej pani, że: „Bóg i tak jest jeden, więc dlaczego mielibyśmy wytykać palcem kogoś, kto odwiedza inny kościół niż ten, co nasza rodzina”. Zdarzają się też tak zwane małżeństwa mieszane, kiedy jeden z małżonków jest wyznania katolickiego, a drugi wyznania ewangelickiego i nikogo to nie dziwi. Jest to rzecz zwyczajna i normalna dla mieszkańców Czarnegolasu. [Magda]


 Alicja szuka informatora, fot. E. Panek

 Traktorzystka Ania, fot. S. Fruga

 Dominika i Magda, fot. E. Panek

 Droga do domu, fot. E. Panek

Spotkanie w odolanowskim kościele ewangelickim, fot. E. Panek

A jak Panie chętnie spędzają wolny czas?
„Babcia tego nie wydawaj nikomu, to musi zostać!”
Rzeczy wykonywane przez nas stają się nośnikami naszej opowieści. Pozostawiają odrobinę twórcy; ślady jego myśli, kunsztu, staranności i poświęconego czasu. Dzięki temu rzeczy ożywają. Szczególnie jeśli mamy podarować je najbliższym.
Po swoim pierwszym dzisiejszym wywiadzie, postanowiłam udać się do pana Leona, miłośnika historii, którego dzień wcześniej nie zastałam. Zbliżając się do jego posiadłości, ujrzałam Sarę, która właśnie kończyła z owym panem rozmowę. Zasmuciłam się, pomyślałam: jak to będzie z moimi następnymi informatorami?
Pod naszą altaną Sara powiedziała, że miała w planach spotkać się z panią Marią. Zapytała, czy ja nie chciałabym tej pani odwiedzić? Było mi bardzo miło, zgodziłam się!
Udałam się pod wskazany adres. Wchodząc na podwórko obserwowałam czy nie nadbiega jakiś czworonóg, zdziwiłam się, bo to chyba jedna z nielicznych posiadłości w Czarnymlesie, w której go nie było. Drzwi otworzyła pani Maria i pani Kazimiera- siostra, która również była w domu.
Panie były przesympatyczne. Gdy przeszłyśmy do tematu spędzania wolnego czasu, dowiedziałam się, że panie świetnie szydełkowały, haftowały i zajmowały się robótkami ręcznymi. „Swetry, skarpetki, czapki, rękawiczki- ja to wszystko robiłam”. Nie pomyślałabym, że sweter, w który była ubrana pani Maria był własnoręcznie zrobiony.
Ale to nie koniec mojej dzisiejszej przygody z haftem!
Weszłam do pokoju gościnnego pani Jadwigi, mojej kolejnej rozmówczyni i co zobaczyłam? Nici leżały w kartonie na sofie. W pewnym momencie wywiadu dostrzegłam także pięknie wyhaftowane płótno. Okazało się, że córka pani Jadwigi pasjonuje się haftowaniem.
Robić na drutach, haftować, szyć babcie i mamy uczyły się same. Teraz dzielą się tą wiedzą ze swoimi córkami, które być może przekażą dalej cenne i praktyczne umiejętności oraz sposób spędzania wolnych chwil.
P.S. Dzięki Sara za umożliwienie mi tak inspirującej rozmowy! [Kasia]

 Płótno wyhaftowane przez córkę p. Jadwigi, fot. K. Sołtys

Sweter wydziergany przez p. Kazimierę, fot. K. Sołtys
Którędy do lagru?
Poza ustaloną pulą wywiadów od pierwszego dnia w terenie każdy z nas, studentów, zajmuje się też obserwacją wyznaczonego obszaru tematycznego Czarnegolasu. Tematem mojej obserwacji stały się między innymi miejsca pamięci. Nie wiedząc jeszcze jak się za nie zabrać, zajęłam się zgłębianiem tematu miejsc wartych zobaczenia na wsi. Dość szybko zauważyłam, że starsi mieszkańcy przytaczają historie (które bardziej przypominają legendy) o obozie pracy działającym w latach okupacji na pobliskich terenach.
Pytałam o niego napotkane mamy z dziećmi i najstarszych rodowitych Czarnolesian i nikt z pytanych nie był w stanie podać mi dokładniejszych informacji. Pani na placu zabaw mówiła, że chyba jakiś obóz kiedyś był, ale to nie czasem za komuny? Pan Marian pamięta jeszcze jak tu rowy były kopane przez więźniów i to "tam jak na cmentarz i na mostku w lewo, potem prosto i w prawo do końca". Pani z wózkiem właściwie przyjezdna, to może mąż by wiedział, ale “spróbuje Pani tam na Hetmanów tą drogą”. Co osoba, to nowa wersja zdarzeń i wskazówek. A co zastałam jak tam w końcu przyjechałam? Miłego pana na traktorze - “Pani, ja tę ziemię z gospodarstwem to od RSP odkupiłem, nikt tam wtedy nie mówił, że to lagier był.”
Zastanawiam się czemu historia obozu, schowana gdzieś pod stertą innych wspomnień najstarszych mieszkańców, nie jest przekazywana dalej? I co sprawia, że to miejsce jest tak niewiele znaczącym faktem w świadomości Czarnolesian? Może ostatnie dwa dni w terenie wyjaśnią jeszcze co nieco, a póki co z czujnością "złych" psów, stojących na straży furtek w myśl "to, że mnie nie widać, nie znaczy, że mnie nie ma", wyławiam wątki miejsc pamięci z rozmów z mieszkańcami. [Sara]


Pozostałości po obozie, obecnie część gospodarstwa, fot. S. Fruga




 



O Manhattanie czarnoleskim i dobrym wyniku 4:0 [Ewelina i Mateusz]

Manhattan w Czarnymlesie?
Czarnolesianie nie mają (jeszcze?) nazwanych wszystkich ulic, a numery porozrzucane są to tu, to tam. Dodatkową osobliwością jest fakt, że po jednym numerze następuje kilka tych samych z dodanymi kolejnymi literami alfabetu. Prawdziwy koszmar dla kurierów (i antropologów)!
Z tego powodu już od samego początku badań wypytywaliśmy mieszkańców o potoczne, im tylko znane nazwy, aby ułatwić sobie dotarcie do poszukiwanych miejsc we wsi. I słyszymy – „ta główna to Odolanowska, ta na Wrocław to Wrocławska, a tu gdzie cmentarz to Cmentarna”. Logiczne. I nagle pada: „A tu, jak się jedzie na Szklarkę, ostatnie domy to Manhattan”. Zdębieliśmy. I natychmiast zaczęły się poszukiwania: A dlaczego tak? A skąd ta nazwa? Czy wszyscy tak to nazywają? Wszystkim moim rozmówcom zadawałam pytanie o Manhattan, a odpowiedzi były różne – że to „po prostu osiedle”, „działkowcy”, „nijak się nie nazywa”. I tak drążyłam, drążyłam, aż w końcu dziś dopisało mi szczęście – dotarłam do mieszkańców „Manhattanu”. Czy rzeczywiście się nimi czują? Okazuje się, że ta część wsi była kiedyś boiskiem. Tam, gdzie dziś stoi dom była bramka, a druga na sąsiednim podwórku. Potem gmina grunt podzieliła na działki i sprzedawała ludziom, a oni budowali domy. I tak kolejno powstawały budynki oznaczone tym samym numerem – 11, z dopisanym literami aż do „J”! Skąd nazwa Manhattan? Ano stąd, że jak domy powstawały, to ludzie ze wsi mówili, że tu się najbogatsi budują. Ot, tajemnica!
A jak się na Manhattanie żyje? „Dobrze, z daleka od centrum wsi, zgiełku, samochodów. Spokojnie”. Sąsiedzi wszyscy znani, życzliwi, wokół lasy, pola… Wąska droga donikąd, na której dopiero niedawno wylali asfalt, uczęszczana jest jedynie przez mieszkańców „dzielnicy” i raz na jakiś czas tych, których GPS postanowił wyprowadzić w pole. „Kiedyś nawet tabliczka z nazwą miejscowości stała przy krzyżu i mieszkaliśmy poza wsią!” [Ewelina]

 
  
Fot. E. Panek
 
Mecz LKS Czarnylas
26 marca odbył się mecz LKSu Czarnylas z drużyną z Chynowy. Już przed meczem po ulicach Czarnegolasu słychać było wieść o tym wydarzeniu. Pan Stanisław - prezes klubu, z którym miałem przyjemność rozmawiać dzień przed meczem, opowiadał o swoich podopiecznych wytrwale trenujących kilka razy w tygodniu. W naszych rozmowach często słychać było o nadchodzących rozgrywkach: „To pierwszy mecz w sezonie wiosennym!”. Na płotach rozwieszone były przykuwające wzrok plakaty informujące o meczu. Kilka minut przed rozgrywką trybuny zaczęły wypełniać się kibicami obu drużyn. Po krótkiej rozgrzewce zawodnicy gotowi do gry rozpoczęli akcję. Już w pierwszych minutach zauważyłem, że inicjatywę na boisku przejmowała głównie drużyna Czarnegolasu. Dostrzegłem świetną formę oraz zacięcie zawodników - poruszali się szybko i zwinnie. Skoncentrowałem się na zachowaniu otaczającej mnie publiczności, która nie pozostawała obojętna na akcję toczącą się na boisku. Wszyscy żywo komentowali, dopingowali, oraz wspierali zawodników. Zastanawiałem się, jakie mogą ich łączyć relacje, jakie znaczenie mają dla nich takie wydarzenia, jak ważne jest istnienie lokalnej drużyny piłkarskiej. Myślę, że kibiców obu drużyn było mniej więcej tyle samo. Mecz zakończył się zwycięsko dla drużyny z Czarnegolasu! Zatriumfowali imponującym wynikiem 4-0. Mimo iż nie jestem fanem piłki nożnej, to nawet ja poczułem atmosferę sportowej rywalizacji i wspólnotowego przeżywania tego wydarzenia. [Mateusz]



poniedziałek, 27 marca 2017

Zawsze w drodze [Ania i Alicja]

Biblioteka sercem Czarnegolasu
Kolejne dni w Czarnymlesie mijają szybko i pracowicie. Przemierzamy ulice rowerami lub pieszo, ucinamy sobie pogawędki z mieszkańcami, umawiamy na spotkania. Czasem w przerwach wpadamy na siebie – w biegu lub w altance przy placu zabaw. Omawiamy wtedy pokrótce, co się u kogo wydarzyło, wymieniamy spostrzeżenia. Powoli, powolutku, zasłyszane fragmenty opowieści zaczynają się łączyć, uzupełniamy sobie wzajemnie uzyskane informacje. Czasami jedną historię słyszymy od kilku osób i w ten sposób zaczynamy widzieć ją z różnych perspektyw. Nazwiska, które skrzętnie odnotowywaliśmy spacerując po czarnoleskich cmentarzach, ożywają we wspomnieniach mieszkańców, przybierają postać konkretnych osób, otrzymują adresy zamieszkania i profesje. Poznajemy losy budynków, które wielokrotnie zmieniały całkowicie swoją funkcję, a wzdłuż ulic zaczynamy dostrzegać szpaler rosnących tu przed laty lip. Pełniejszy staje się także obraz współczesnego Czarnegolasu, choć tak naprawdę dalej bardzo niewiele wiemy.
Jedną z osób, które wspierają nas w naszych poszukiwaniach, jest pani Ula. Pomaga nam od samego początku – już kiedy rozmawiałyśmy telefonicznie przed badanimi dowiedziałam się, że otrzymaną informację o naszym przyjeździe będzie rozpowszechniać wśród mieszkańców i instytucji. Pani Ula prowadzi tutejszą bibliotekę, ale służy pomocą nie tylko w poradach dotyczących książek – pomaga nam w odnalezieniu konkretnych osób, zawsze wita miłym słowem, zaprasza na kawę lub herbatę. Ponadto dzięki wizytom w bibliotece poznać możemy wpadających tam mieszkańców, którzy także zatrzymują się na pogawędkę. Ja sama zostałam zresztą dzisiaj nową czytelniczką, założyłam konto i wypożyczyłam wyszukane i uszykowane dla nas publikacje z informacjami na temat Czarnegolasu i okolic – przed nami zatem kilka dni studiowania nowych wiadomości, które będziemy mogli wykorzystać w badaniach. Przy okazji wywiadu miałam również okazję zapoznać się z kroniką biblioteczną i licznymi opisanymi w niej wydarzeniami kulturalnymi – sami już zresztą również mamy w niej swój wpis! [Ania]
 
 Odkrywamy nowe ścieżki, fot. A. Kosmaczewska

 Pani Ula z Biblioteki, fot. S. Fruga

 Spotkania w Bibliotece, fot. S. Fruga

 Nadleśnictwo Antonin, fot. K. Sołtys

Badacz
Przed wyjazdem miałam w swojej głowie wizję antropologa, który spokojnie siedzi sobie wśród swojej grupy badanych i bez żadnego problemu zdobywa rozmówców i informacje, których potrzebuję. Jednak już w pierwszy dzień kiedy przyjechałam do Czarnegolasu okazało się, że moje postrzeganie tego zawodu było błędne. Już same podróże do wioski strasznie męczą, a przecież trzeba znaleźć w sobie choć odrobinę energii, by z uśmiechem poruszać się wśród ludzi. Domyślam się, że nie tylko ja jako jeszcze niedoświadczony antropolog borykałam się z wewnętrznymi oporami przed rozmową z obcymi ludźmi. Przybyliśmy sporą grupą na mimo wszystko nieznany nam teren. Każdy z nas miał już jakiś obraz Czarnegolasu, ale informacje z Internetu nie pokrywają się z rzeczywistością, którą zastaliśmy. Świat wyobrażony chyba zawsze będzie burzył się w zetknięciu z namacalną rzeczywistością terenu. Myślę, że nadal nie czujemy się zupełnie swobodni w tym co robimy, ale mówi się trudno - trzeba wziąć się w garść i wykonać zadanie! Tak przynajmniej uważał każdy z nas na początku swojej przygody. Z każdym dniem, z każdą rozmową nasza ekipa coraz bardziej angażowała się z życie wsi i przełamywała swoje bariery w kontaktach. Rozmowa z Czarnolesianami przestała być dla nas już tylko zleceniem lecz stała się prawdziwą przygodą, która przejmuje nasze głowy. Nadal mamy wiele pytań, ale z czasem mam nadzieję, że znajdziemy na nie odpowiedzi i poznamy prawdziwą historię oraz życie Czarnegolasu, które jak się okazuje różni się od suchych informacji w Internecie. [Alicja]
 Biblioteka w Czarnymlesie, fot. A. W. Brzezińska

 W bibliotece, fot. A. W. Brzezińska

Antropolog zawsze w drodze, fot. A. W. Brzezińska